Co roku w Prima Aprilis mój chłopak wraz z przyjaciółką z dzieciństwa robił mi ten sam okrutny żart – udawał, że mi się oświadcza. W zeszłym roku wsunęłam pierścionek na palec, z sercem pełnym nadziei. Nagle mechanizm się zacisnął. Ból przeszył mi dłoń, krzyknęłam. Potem przeprosił i obiecał, że w tym roku oświadczyny będą prawdziwe. Uwierzyłam mu, starannie się ubrałam. Zamiast oświadczyn – dostałam tortem w twarz. Sięgnął po mnie, delikatnie ocierając krem z mojej twarzy, jakby to był tylko niewinny żart. Ale tym razem zrobiłam krok w tył. Po sześciu rozczarowaniach postanowiłam odejść. Dlaczego więc to on w końcu został pochłonięty przez żal?